W lipcu 2025 minął rok od kiedy uciekłam z dużego miasta do drewnianego domu przy lesie. Jak dużo zmieniło się we mnie przez ten rok? Dużo. I dzisiaj chciałabym się temu przyjrzeć..
1. Zwolniłam. Przestałam biec w rytm miasta i tego jak dużo się tam dzieje. A co najważniejsze, zauważyłam to. W Warszawie mieszkałam około 40 lat. Byłam tak przyzwyczajona do jej tempa, że nieświadoma. Dopiero po roku zauważyłam jak dużo się tam dzieje i zwyczajnie mnie to przytłoczyło. To już nie jest energia mojego życia. Ja jestem już w innym miejscu. Ciekawszym…
2. Zaczęłam żyć zgodnie z porami roku. I to jest niesamowite! Ktoś mi kiedyś powiedział, że pory roku w mieście zanikają, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Już wiem! 🙂 Co więcej zaczęłam to doceniać. W lato poranna kawa na tarasie przy śpiewie ptaków; na jesieni grzybobranie w okolicznych lasach; w zimę codzienne palenie i siedzenie przy kominku, a na wiosnę zachwyt nad kiełkującymi kwiatami w ogrodzie. I warunki pogodowe, do których trzeba się dostosować.
To jest zupełnie inna jakość życia. Zupełnie inne warunki. Przestałam mieć zapalenie zatok w zimie, bo tu nie ma smogu. Nie brodzę w kałużach na jesieni, bo tu deszcze wsiąkają w ziemię, nie ma betonozy. W lato mogę poleżeć na leżaku w cieniu i jest chłodno, nie grzeję się już w murach bloku. Na wiosnę widzę, kiedy przyleciały bociany. 🙂
3. Zaczęłam mądrze jeść.
Zmieniłam sposób jedzenia. Zaczęłam jeść sezonowo, robiąc zakupy na pobliskim targu. Moja dieta zaczęła głównie składać się z owoców i warzyw, ryb, jajek i kasz. Ograniczyłam cukier i pieczywo. I w tym momencie zauważyłam dwie rzeczy: po pierwsze to, jak duże miasto nakręca nas na różne rzeczy. Wszędzie są bilbordy z reklamami, sklep na sklepie. Dlatego człowiekowi zawsze wydaje się, że ma na coś ochotę.. a przecież to nieprawda. Po drugie, w pewnym momencie miałam wrażenie, że na Warszawę to zrzuca się byle jakie jedzenie w dużej ilości. Przykładem niech będą jajka. Kupując zawsze trafiałam na popękane lub klejone! Kupowałam na bazarze, niby jajka z chowu ekologicznego, a w opakowaniu zawsze chociaż jedno było klejone. Teraz, od kiedy mieszkam tutaj, nie spotkałam się z taką sytuacją ani razu.
4. Zrozumiałam, że wszystko ma swój czas i miejsce w naszym życiu.
Nie potrzebujemy niczego przyspieszać, ani wymuszać. I tak zadzieje się wszystko, tak jak ma się zadziać. To tak jak w przyrodzie, każda roślina rośnie i rozwija się w określonym dla siebie czasie; kwiaty na noc się zwijają, żeby z rana móc znowu się rozwinąć; określone gatunki ptaków śpiewają o określonych godzinach. Tu nie ma przypadku, we wszystkim jest magiczny porządek, a my jesteśmy częścią przyrody.
5. Układ nerwowy człowieka potrzebuje czasu, aby się uleczyć.
To jak funkcjonujemy zależy w dużej mierze od tego, ile mamy w sobie stresu. A żeby móc wrócić do równowagi potrzebujemy czasu w ciszy i spokoju. Nic nas tak nie leczy, jak kontakt z przyrodą. Wystarczy spacer po lesie, siedzenie i patrzenie na niebo, przebywanie wśród drzew, obserwacja ptaków lub kropli deszczu. Tylko tyle i aż tyle, w naszym dzisiejszym świecie. Wejście w wyżej wymienione czynności bez pośpiechu i z pełną uwagą, wprowadza nas w stan chillout’u. I już wtedy zaczynamy zdrowieć.
6. Wycofanie się ze spraw, które nas nie cieszą i z relacji, które nas nie wspierają, robi miejsce na nowe w naszym życiu.
I to jest genialne! Zrezygnowałam z wielu rzeczy uciekając z miasta. Czynności, które zwyczajnie w świecie zaczynały mnie męczyć. Tak samo zrobiłam mocny “przegląd” znajomych, rzekomych “przyjaciół” i osób z rodziny. Odsunęłam się od ludzi toksycznych, zawistnych, zazdrosnych i dwulicowych. I robię to dalej, bo uważam, że jest to proces. Dobrze mi z tym. I przestałam patrzeć na powinności i na to, czy komuś nie będzie przykro, bo np. nie przyjadę na święta. Niech każdy trzyma swoje emocje przy sobie. Bo np. po co spędzać święta z ludzmi, których przez cały rok przy Tobie nie ma? A nagle jak zbliżają się święta, to jakaś chora powinność się wyłania. Toksyczne to.
Ale Wszechświat nie lubi próżni. W miejsce starego zawsze pojawi się nowe, lepsze dla nas.
7. Odpuściłam chwilowo sprawy zawodowe.
Dałam sobie kilka miesięcy, żeby móc zastanowić się co dalej. Zrobiłam przestrzeń na nowe, odpuściłam zmagania firmowe i stres. To była prawdziwa ulga. Nawet nie wiedziałam ile dźwigam na barkach, pędząc do przodu w każdym miesiącu, żeby wyrobić swoją normę. I domyślasz się, co się stało? 🙂 Zaczęłam mieć bardzo ciekawe oferty współpracy. Bez wysiłku przychodziło do mnie samo..
Postanowiłam też, że sprawdzę się w czymś nowym, więc dla zabawy zaczęłam prowadzić bookstagramm. W tym momencie zaczynają odzywać się do mnie pierwsze wydawnictwa z ofertą współpracy, a to oznacza, że dostaję książki, które uwielbiam czytać, za darmo. 😉
Nie wiem czy ten tekst zainspiruje Cię w jakikolwiek sposób..
Ale gorąco Cię zachęcam do działań i kreowania swojego życia zgodnie ze sobą, ale z poszanowaniem drugiej osoby.
Nie bój się marzyć ani działać, bo wtedy wydarzają się cuda. 😉
ps. Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, więc nie zgadzam się na wykorzystanie ich bez mojej zgody.







